niedziela, 17 sierpnia 2008

Wachlarz.


Dziś mi na nic włoskie szpilki,
nie dbam też o pereł sznur.
Chcę mieć wachlarz, wachlarz tylko,
chcę mieć wachlarz z ptasich piór.

Bo przez ciebie tak potrzebny,
bo się uczuć muszę bać.
Przedtem nigdy nie myślałam,
że to on mnie będzie znać.

Kiedy nagle staniesz przy mnie ginie cały świat.
Serca sekret wykryć może chwila ta.

Wachlarz leciutki, leciutki wachlarz rozwinę przed ustami.
Mewa, koliber i czapla, zakryją mnie piórami.
Wachlarz w mej dłoni, oczy przesłoni, żeby się nie wykryło.
Jak miłość zmienia się w rozpacz, jak w rozpacz zmienia się miłość.

Chcę mieć taki wachlarz!
Bardzo mi potrzebny!
Co jest grotem, tarczą,
chociaż taki zwiewny.

I już nie zobaczysz,
śmieje się czy płacze,
Wachlarz mój zasłoni to.
Wachlarz mój zasłoni to.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Mechaniczna lalka.


Znów chcecie bawić się mną,
znów chcecie słyszeć mój głos.
Wiem, że laleczką mnie zwą,
cóż taki widać mój los.
I znów pięknie ubrał mnie ktoś.
Ktoś mnie nauczył dwóch zdań.
Cóż, być maskotka to dość,
dość dla mych panów i pań.

A ja, ja mam dwie czułe ręce,
a ja, ja mam prawdziwe serce.
Mam sny, we snach ogrody widzę,
mych łez, mych łez ja się nie wstydzę.

Wy co kłamiecie bez słów,
wy macie oczy bez łez.
Wy chodź żyjecie wśród bzów
to pusto w domach wam jest.
I ja co pocieszać was mam,
ja co mam służyć u stóp
Wiem, że nie wiedzie się wam,
wiem, że coś gracie bez słów.

Ach, gdyby tyś dziewczyno.
Żyć jak żyją żywi ludzie
I pić pachnące, wrzące wino,
mieć tysiące młodych złudzeń.

Znam zielonej łąki śpiew,
znam szlaki białych mew,
księżyców sto na wielkim niebie.
Ja znam upalnej nocy gwar,
sekrety młodych par
i tylko wciąż ja nie mam ciebie.
Ja znam upalnej nocy chłód,
znam szlaki białych chmur,
zapachów sto w gorącym chlebie.
Ja mam niejeden złoty szal,
nie jeden miałam bal
i tylko wciąż ja nie mam ciebie.

Wy co kłamiecie bez słów,
wy macie oczy bez łez.
Wy chodź żyjecie wśród bzów
to pusto w domach wam jest.
I ja co pocieszać was mam,
ja co mam służyć u stóp.
Wiem, że nie wiedzie się wam,
wiem, że coś gracie bez słów.

A ja, ja mam dwie czułe ręce,
a ja, ja mam prawdziwe serce.
Mam sny, we snach ogrody widzę,
mych łez, mych łez ja się nie wstydzę.

Znów chcecie bawić się mną,
znów chcecie słyszeć mój głos.
Wiem, że laleczką mnie zwą,
cóż taki widać mój los.
I wiem, że wybije mój czas,
wiem, nie wierzycie w me łzy.
Cóż nie przekonam dziś was,
że te maskotki to wy, to wy, to wy.

Oryginalne wykonanie: http://pl.youtube.com/watch?v=jzpmOO00d0Q

środa, 6 sierpnia 2008

Zabierz mnie z Barcelony.


Ciebie kochać nie łatwo mi jest,
Ciebie kochać to znaczy śnić.
Ciebie kochać to czekać wśród łez.
Ciebie kochać to pić.

A mnie kochać to do dna po kres.
A mnie kochać to wianki wić.
Rzucać skarby pod nogi jak bez,
bo mnie kochać to żyć

Zabierz mnie z Barcelony,
gdzie mimozy się tlą.
Zbyt uparte demony
po zaułkach tu śpią.

Barcelona nie kocha już nas,
tu mieszkają diablęta złe.
One kradną nam szczęście i czas,
nasze noc i dnie.

Uciekajmy za morze, za las.
Uciekajmy za siódmą mgłę.
Nowym słońcom pokłońmy się w pas,
póki słońca się chce.

Zabierz mnie z Barcelony,
gdzie mimozy się tlą.
Niech ocean spieniony
słodką stanie się łzą.

Na okręcie pokocham cię znów,
tak jak mewy kochają wiatr.
Odnajdziemy moc czarów i słów,
odnajdziemy nasz świat.

Jak królowie wyruszmy na łów
i nie liczmy szalonych lat.
Kapitanie bądź panem mych snów
i poprowadź mnie w świat.

Oryginalne wykonanie: http://pl.youtube.com/watch?v=L1Fug7xJ5Ck

sobota, 26 lipca 2008

Wracam, wracam.


Co noc zwalczałam smutki i tęsknoty bo serce mam.
Bo serce mam.
Co dzień myślałam sobie tylko o tym, by wrócić tam.
By wrócić tam.
A dziś po wszystkich troskach i męczarniach wyjeżdżam już.
Wyjeżdżam już.
I szał radości serce me ogarnia bo cel mój tuż.
Bo cel mój tuż.

Wracam, wracam co za szczęsny los.
Wracam, wracam śmieje się na głos.
Mój pociąg pędzi z całych sił, lecz go wyprzedza szybka myśl.
Chyba w drodze tej z radości oszaleje dziś.

Wracam, wracam co za szczęsny los.
Wracam, wracam śmieje się na głos.
Mój pociąg pędzi z całych sił lecz go wyprzedza szybka myśl.
Chyba w drodze tej z radości oszaleje dziś.

Choć wiem, że droga trudna i daleka zwycięża trud..
Zwycięża trud.
Bo tam od dawna przecież na mnie czeka miłości cud.
Miłości cud.
Tu żal i jakaś nuda nieskończona na serca dnie.
Na serca dnie
A tam otwarte serce i ramiona czekają mnie.
Czekają mnie

Wracam, wracam co za szczęsny los.
Wracam, wracam śmieje się na głos.
Mój pociąg pędzi z całych sił lecz go wyprzedza szybka myśl.
Chyba w drodze tej z radości oszaleje dziś.

Wracam, wracam co za szczęsny los.
Wracam, wracam śmieje się na głos.
Mój pociąg pędzi z całych sił lecz go wyprzedza szybka myśl.
Chyba w drodze tej z radości oszaleje dziś.

O tak tu wszystko takie jak przed laty niewiele zmian.
Niewiele zmian.
Ten las, te sady, łąki, domki, chaty i zboża łan.
I zboża łan.
Ten most a pod nim wciąż ta sama rzeka z mych dawnych dni.
Z mych dawnych dni.
Mój dom i ogród już z daleka jak serce drży.
Jak serce drży

Wracam, wracam co za szczęsny los...

sobota, 19 lipca 2008

Kiedy Allach szedł.

Kiedy Allach szedł,
gdy Allach szedł przez świat.
Przyszedł kiedyś nad szerokie i czarnej wody brzeg.
Spojrzał Allach w toń a gdy nie ujrzał dna,
wnet popatrzył w twarz księżyca i podniósł w górę dłoń.
I wstąpił w czarne fale
i wstąpił w parnej nocy senne mgły.
A gdy zanurzył stopy palec,
tam rosły brzegi wysp.

Każdy jego krok,
to nowej wyspy kwiat.
Tak powstała Indonezja,
kraj kwitnący z roku na rok.

Kiedy Allach szedł,
gdy szedł przez tamte dni.
Dał nam brzegi wysp kwitnących i czarnej wody brzeg.
Dał też Allach nam,
srebrzysty pereł ryż.
Dał nam także perły ryżu tak wielkie jak on sam.

I dał nam jeszcze Allach,
wulkanów niestygnących czarny dym.
I dał nam gniew białego Pana,
i dał nam gorzkie łzy.

Dał nam Allach łzy,
a my nie chcemy łez.
My nie chcemy białych Panów,
wiec wnosimy w górę jak pieść,
więc w górę wznosimy jak pięść,
tej wolnej Indonezji pieśń.

piątek, 11 lipca 2008

Miłość to ty i ja.

Tak bardzo kocham cię,
tak bardzo pragnę cię.
To wargi moje drżą,
bo słowa twoje znam,
których miłości światłem jesteś ty.
Najdroższy, najlepszy, najbliższy.

Do ciebie biegnę dziś,
dla ciebie moja pieśń,
dla ciebie serce drży,
dla ciebie fiołki dwa
i cały świat chcę dać ci dziś.
Posłuchaj miły mój.

Miłość to właśnie twoje imię,
miłość to właśnie twoje oczy,
miłość to właśnie ty i ja.

Nie zapominaj mnie,
nie odchodź nigdy już.
Bo wiesz, że właśnie nam,
zarządził właśnie tak:
byś został już
na zawsze tylko mój.
Kochany, kochany, najdroższy.

Kto tak jak ty mnie zna,
kto widział moja twarz,
cieknącą mała łzą,
w fotelu i przy drzwiach,
w samo południe las nam gra.
Pamiętasz miły mój szept.

Miłość to właśnie twoje imię,
miłość to właśnie twoje oczy,
miłość to właśnie ty i ja.

piątek, 4 lipca 2008

Już dosyć mam śpiewania.

Już dosyć mam śpiewania, już dosyć tego udawania.
Od dzisiaj chcę być sobą.
Już żadnych łez, lamentom kres,
mam dość!

Bo budzi mnie miękka poza
że płaczka ze mnie lub mimoza.
Tak chciałabym być panterą,
co pędzi w mrok, ćwiczę tym wzrok na zło!

Lecz Państwo mi wybaczą, bo Państwo mi wybaczą,
nie po to kładzie Wam do nóg dźwięków śpiew.
Słyszycie śpiew to jestem ja, w powietrzu dźwięk to jestem ja
I tak uciekam od Was już od lat.

I jestem znów ta sama, nieufna w świat oddana,
której nie zdradził dotąd tylko śpiew.
Słyszycie śpiew to jestem ja, w powietrzu dźwięk to jestem ja,
a ja to miłość!

To jestem, to jestem ja, w powietrzu dźwięk to jestem ja, a ja to miłość!


Zdjęcie udostępnił dla potrzeb bloga Jan Górski - Śląski.